Miejsce, gdzie dzielę się relacjami z koncertów i nie tylko
sobota, 01 grudnia 2018

Po lipcowym koncercie w Polsce panowie z zespołu Tremonti zapowiadali, że jeszcze wrócą do Europy. Nie trzeba było długo czekać, bo zaledwie niecałe 2 miesiące później ogłoszono występ w krakowskim klubie Kwadrat.

Swoją drogą, organizator wpadł na wyjątkowo wspaniały pomysł polegający na ogłoszeniu konkursu, w którym nagrodą jest meet & greet i co najlepsze, wygrywa w nim 10 osób. Tak więc dzięki tej jakże wspaniałej akcji, ludzi na spotkanie zebrało się wspomnianego dnia 14 listopada więcej, niż przypuszczałam. Ja oczywiście kupiłam swój pakiet miesiąc wcześniej.

Klub był całkiem ok, standardowo najpierw soundcheck, a potem podpisywanie i zdjęcie z zespołem. Zagadałam do nich, spytałam Erika, jak jego zdrowie z racji żeber, które połamał sobie w Mediolanie. Odpowiedział, że już lepiej i faktycznie chyba tak było, bo tym razem nie występował już na siedząco, jak w poprzednich dniach. Markowi tylko napomknęłam, że w końcu zamówiłam powieść A Dying Machine i czekam niecierpliwie, żeby móc ją przeczytać, a on powiedział zgodnie z informacją na stronie, że wysyłka zacznie się w grudniu, więc jeszcze chwilę sobie poczekam. Ogólnie cały "bifor" wypadł bardzo sympatycznie, przy podpisywaniu było wesoło i z obie strony reagowały pozytywnie, że widzimy się kolejny raz w tym roku.

Zdjęcie z racji światła wyszło wyjątkowo tragicznie, musieli mi je robić dwa razy, dopiero w fleszem widać cokolwiek, także ta część m&g była dla mnie nie do końca udana.

Warto wspomnieć, że w tej trasie koncertowej zamiast Garretta Whitlocka na perkusji grał tymczasowo Ryan Bennett.

Bramy otworzono o 18. Tym razem obsługa zadbała o to, by VIPy weszły pierwsze i spokojnie zdążyły oddać rzeczy do szatni, co w porównaniu z poprzednimi wydarzeniami było bardzo na plus.

Przed Tremonti zagrały dwa supporty - Disconnected i The Raven Age. Były ok, ale trochę nie w moim guście, nie będę się na ich temat rozpisywać.

Standardowo, na wejściu zabrzmiało Found, a koncert gwiazdy wieczoru zaczął się wręcz przed czasem, bo około 20:20.

Podobnie jak w Warszawie, jako pierwsze zagrano energetyzujące Cauterize - mój ulubiony utwór z albumu o tej samej nazwie. Kolejne były singlowe You Waste Your Time i Another Heart, pojawiające się już standardowo praktyczne za każdym razem, na co zdecydowanie nie narzekam - idealne do rozkręcenia się. Co mogliśmy usłyszeć później? Take You With Me, czyli radiowy przebój z ostatniej płyty, My Last Mistake - idealnie otwierający przedostatni albm, The Things I've Seen, które naprawdę lubię i uważam za jedną z najlepszych pozycji na All I Was i ku mojemu wielkiemu zadowoleniu, Desolation. Muszę przyznać, że po Krakowie zakochałam się w tym kawałku - tekście i pięknej melodii.

Spełniło się moje życzenie o zagraniu Trust. Zdecydowanie jest to mój #2 na A Dying Machine, zaraz po tytułowym kawałku. Oczywiście lekko się rozkleiłam, ale udało mi się ogarnąć na tyle, by nie rozmazać sobie makijażu. To chyba najbardziej poruszająca pozycja w całym dorobku Tremonti, oprócz warstwy muzycznej ma niezwykle intymny tekst. "So put your trust in me" - główny fragment refrenu, czyli w skrócie co na mnie działa w niezwykły sposób. 

Dalej poszły takie klasyki, jak Catching Fire, So You're Afraid, Flying Monkeys czy Radical Change. Repertuar zdecydowanie nie dawał publice chwili wytchnienia, mięsiste riffy intensywnie pobudzały tłum do aktywnej zabawy. Po Bringer of War przyszła w końcu chwila wytchnienia, a mianowicie Dust. Trochę jestem rozczarowana, jak mało ludzi śpiewało i znało tekst, bo nie jest to trudna rzecz i można to naprawdę ogarnąć, no ale cóż, nie zmuszę nikogo do tego, by spełniał moje zachcianki (chociaż szkoda). Po relaksie i chwili refleksji przyszedł czas na kolejną rozwałkę, czyli Throw Them to the Lions i moje ukochane A Dying Machine. Jak dla mnie to najlepszy kawałek, jaki ten zespół nagrał kiedykolwiek - mieszanina agresji, ciężkiego grania i przejść w delikatniejsze i bardziej emocjonalne fragmenty. Im częściej go słucham, tym bardziej nie mogę doczekać się przeczytania książki.

Na koniec zaserwowano nam Wish You Well, czyli stały element kończący praktycznie każdy występ - jak zwykle rozniosło to cały klub i dało widowni dawkę adrenaliny na tyle dużą, by wychodzili nadal pobudzeni.

Po wszystkim oczywiście załapałam się na szybkie podpisywanie, na które mogły stawić się osoby z odpowiednią opaską. Autografy dostałam na plakacie dla VIPów, możecie go zobaczyć na dole wpisu. Myślę, że oprawię go i powieszę na ścianie, ponieważ ta nowa grafika jest naprawdę świetna.

Jeśli ktoś liczy na to, że na żywo chłopaki nie brzmią dobrze, że Mark nie umie śpiewać, że się nie wyrobi wokalnie, to się przeliczy. Zespół na scenie brzmi dokładnie tak samo, jak na płycie, a nieraz nawet i lepiej. Każdy jeden tam gra z ogromną pasją i zaangażowaniem, czym "zaraża" fanów. Mark to absolutny mistrz gitary, czy muszę jeszcze w ogóle o tym wspominać? Ale na uwagę zasługuje fakt, jak wielki postęp ten pan zrobił, jeśli chodzi o głos. O ile kiedyś miał ładny, ale z pewnymi wadami, tak teraz słychać, że jest wielki progres. Nie sprawia mu problemu zaśpiewanie nawet najtrudniejszych elementów z jego repertuaru. To tylko dowód na to, że czasami trzeba porządnie popracować nad czymś, by wydobyć talent, który Mark zdecydowanie ma. Eric to także doskonały gitarzysta, Tanner to wulkan energii na swoim basie, Ryan nie zawiódł na perkusji, mimo bycia tam na zastępstwie. Nie trzeba mówić, że są to również przemili ludzie, serdeczni, uśmiechnięci i łapiący doskonały kontakt z publiką. Mówi się, że czasem lepiej nie poznawać swoich idoli, bo można się mocno rozczarować, tu jest odwrotnie. Idąc na ich koncert czuję się, jakbym szła na występ moich znajomych, a nie amerykańskiej formacji o ugruntowanej pozycji na rynku światowym. Nie tworzą dystansu, można z nimi porozmawiać jak ze zwykłymi ludźmi.

Zagrano 17 utworów:

Setlista

  1. Cauterize
  2. You Waste Your Time
  3. Another Heart
  4. Take You With Me
  5. My Last Mistake
  6. The Things I've Seen
  7. Desolation
  8. Trust
  9. Catching Fire
  10. So You're Afraid
  11. Flying Monkeys
  12. Radical Change
  13. Bringer of War
  14. Dust
  15. Throw Them to the Lions
  16. A Dying Machine
  17. Wish You Well

piątek, 21 września 2018

Tym razem zobaczymy zespół Tremonti w klubie Kwadrat w Krakowie 14 listopada 2018. Supportem będą zespołu The Raven Age oraz Disconnected. Bilety w cenie 115 zł (zwykłe) lub 140 zł (Collector Ticket). Meet & Greet tradycyjnie w cenie 125 dolarów, a sesje z muzykami po 225 (Mark) i 125 dolarów (Eric). Organizatorem koncertu jest Live Nation, bilety można nabyć na stronie Ticketmaster lub eBilet. Z powodów osobistych Garrett Whitlock nie bierze udziału w trasie, na perkusji zastąpi go Ryan Bennett.

16:09, tinuviel95 , News
Link Dodaj komentarz »

2 CD + DVD + Blu-ray

W październiku 2017 roku Alter Bridge zagrało dwa koncerty w Royal Albert Hall,  a towarzyszyła im 52-osobowa Parallax Orchestra.

Koncert jest niesamowity, must have każdego fana z Army of 12. Poniżej setlista:

  1. Slip To The Void
  2. Addicted To Pain
  3. Before Tomorrow Comes
  4. The Writing On The Wall
  5. Cry Of Achilles
  6. In Loving Memory
  7. Fortress
  8. Ties That Bind
  9. The Other Side
  10. Brand New Start
  11. Ghost Of Days Gone By
  12. The Last Hero
  13. The End Is Here
  14. Words Darker Than Their Wings
  15. Waters Rising
  16. Lover
  17. Wonderful Life / Watch Over You
  18. This Side Of Fate
  19. Broken Wings
  20. Blackbird
  21. Open Your Eyes
wtorek, 14 sierpnia 2018

Z racji tego, że po koncercie w Spodku pamiętnego dnia 16 listopada 2016 stałam się wielką fanką Alter Bridge, a szczególnie wirtuozerii pana Tremontiego, nie mogło mnie zabraknąć na lipcowym koncercie tego jegomościa w Warszawie. Koncert z początku mający się odbyć w Hybrydach został przeniesiony do Proximy z racji większego zainteresowania. Faktycznie, o ile na początku przed klubem ilość ludzi była znikoma, tak z czasem zrobiło ich się sporo więcej, tak że kolejka solidnie zakręcała. Zaczęło się od meet & greet, na który wpuszczono nas po godzinie 16. Tradycyjnie soundcheck, podpisywanie, wspólne zdjęcie. Przy stoliku gdy przekazałam swoją laminowaną plakietkę do złożenia autografów rozbawiło mnie, gdy Eric spytał, czy się już gdzieś nie widzieliśmy. Odpowiedziałam, że nie, ale jesteśmy znajomymi na Facebooku. Widocznie moja aktywność rzuca się w oczy.

Soundcheck i zdjęcie z zespołem

Bramy oficjalnie otwarto o godzinie 18. Czekania było dość dużo, bo koncert rozpoczął się o 19:40, jednak zaraz po pierwszych dźwiękach te półtorej godziny w dusznej hali zostało nam wynagrodzone.

Na wejściu usłyszeliśmy instrumentalne Found, które zrobiło doskonały klimat i podgrzało atmosferę. Jeszcze bardziej nie mogliśmy się doczekać, kiedy zobaczymy chłopaków. Ogromnym plusem było to, że scena znajdowała się na wyciągnięcie ręki, nie było praktycznie standardowej fosy. Ja znajdowałam się przy barierce przed środkowym mikrofonem, dzięki czemu miałam idealny widok.

Gdy nasze gwiazdy wyłoniły się z cienia, uderzyli w publikę z grubej rury utworem Cauterize, osobiście jednym z moich ulubionych - równocześnie mnie porusza i daje porządnego kopa. No i zaczęło się szaleństwo, na setlistę nikt nie miał prawa narzekać, zagrano 18 kawałków, w tym naprawdę znakomite pozycje. Następne były hitowe kompozycje You Waste Your Time i Another Heart, obowiązkowe na koncertach i dające ogromną energię wśród tłumu. No i po tym byłam wniebowzięta, albowiem zabrzmiało My Last Mistake, świetny numer z albumu Dust, chłopaki nie dawali nam chwili wytchnienia. Mark wzbudzał ogromny podziw wirtuozerią na gitarze, wcześniej nigdy nie widziałam jego gry z aż tak bliska jak wtedy, zrobił na mnie jeszcze większe wrażenie niż kiedykolwiek, to prawdziwa maszyna, nie człowiek. Dodatkowo niesamowita charyzma Erica, szaleństwa Tannera na basie i dzika gra na perkusji Garreta, ci faceci to prawdziwe bestie na scenie.

Przez chwilkę dano nam nieco odpocząć, gdy zabrzmiało Traipse, kompozycja wyjątkowa i oryginalna, nie podobna do pozostałej twórczości. Muszę przyznać, że brzmienie jest wręcz hipnotyzujące, nie jest to lekki kawałek, ale też nie ciężki. Gitara tutaj to coś niesamowitego. 

Przyszła kolej na singiel z ostatniej płyty Take You With Me, nie pomyślałabym wcześniej, że ten lekko brzmiący w stylu emo rock utwór mnie wzruszy, ale tekst i melodia do mnie trafia, wręcz ma romantyczny wydźwięk jak dla mnie. 

Przeszliśmy na łagodniejsze tematy - wspaniałe The Things I've Seen i As the Silence Becomes Me, na które przygotowałam wraz z koleżanką akcję koncertową. Ona wymyśliła napis i wypromowała wydarzenie, a ja zaprojektowałam i wydrukowałam kartki, które uczestnicy mieli za zadanie wyjąć podczas As the Silence, z napisem "All we ever wanted was Tremonti in Poland". Wyszło naprawdę nieźle, dużo osób wyciągnęło ręce, zespół to dostrzegł i co najważniejsze spodobało im się.

I znowu powrót w twardsze klimaty, mamy So You're Afraid i moje ukochane Catching Fire, prawdziwy okaz niezmordowanej energii i ciężkiego grania. Mimo tego, że w klubie było gorąco, a z panów pot leciał ciurkiem, takiego ładunku trudno szukać nawet u zespołów grających z założenia mocniejszy metal.

Flying Monkeys, Radical Change, Bringer of War, Throw Them to the Lions - nie dawali nam odpocząć tymi masywnymi utworami. Przyszedł w końcu czas na mojego ulubieńca, ukochaną i uwielbianą pozycję z najnowszego albumu, czyli tytułowe A Dying Machine. Rozniosło ten klub, czyste mistrzostwo, granie na poziomie legend rocka i metalu, jak nie lepsze. Przejścia w melodii z agresywnych w łagodne, tworzące perfekcyjną atmosferę. Na to czekałam.

Podczas spokojnego i refleksyjnego Dust Mark poprosił nas o świecenie latarkami w telefonach, jest to jedna z najpiękniejszych kompozycji w ich twórczości. Przy Decay za to dał nam trochę pośpiewać, bardzo się ucieszyłam z tej piosenki w setliście, mięsiste riffy to jej znak rozpoznawczy.

Na koniec zaserwowano nam już klasykę, czyli Wish You Well, dobra pozycja do "zakończenia z przytupem". Oczywiście pogo, pchanie się, typowo "polskie" akcenty się pojawiły. Po zakończonym koncercie każda osoba, która kupiła coś z merchu mogła stanąć w kolejce po autografy, a ponieważ dostałam od Tannera setlistę, to ustawiłam się w tej masie ludzi. Jest to bardzo miły gest ze strony chłopaków, że jeszcze chce im się po występie gadać i podpisywać. Dzięki temu mam setlistę z autografami, a Mark przypomniał sobie, że zna mnie z Twittera, ja natomiast podziękowałam im za niesamowity koncert.

Co mogę powiedzieć? Zespół Tremonti to ogromna energia, granie pełne pasji, agresji, ale także melodii, wirtuozja gitary. Mało jest takich wykonawców, którzy są w stanie naładować tego rodzaju silnymi emocjami. Liczę na jak najszybszy powrót do Polski.


wtorek, 31 lipca 2018

Zdecydowanie było warto trochę dołożyć i zamówić specjalną edycję nowego albumu zespołu Tremonti - "A Dying Machine" na stronie Napalm Records - naprawdę elegancko się prezentuje. Mamy tu sporą flagę, kartkę z autografami, przypinkę, naszywkę, album w wersji digipack, a wszystko zamknięte w poręcznym pudełku.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7

KONTAKT

julia.celtic@gmail.com