Muzyka moim sceptycznym okiem
niedziela, 29 kwietnia 2018

Premiera "A Dying Machine", czyli płyty i książki science fiction pisanej wspólnie przez Marka Tremontiego z Johnem Shirley'em zapowiadana jest na 6 czerwca. Będzie to album koncepcyjny, oparty na powieści opowiadającej o koegzystencji ludzi i istot androidopodobnych. Dotychczas zespół zaprezentował nam dwa pierwsze utwory z wydawnictwa wraz z teledyskami.

poniedziałek, 05 marca 2018

29 lipca w Warszawie w klubie Hybrydy wystąpi zespół Tremonti, promując swój czwarty już album "A Dying Machine". Będzie to ich pierwszy własny (zaraz po występach jako support Iron Maiden) koncert w Polsce, natomiast 27 i 28 lipca wystąpią jako support Iron Maiden w krakowskiej Tauron Arenie.


Tak prezentuje się letnia, europejska trasa. Dostępne są także pakiety meet & greet w cenie 125 dolarów, oraz lekcje gry z muzykami - 225 dolarów z Markiem lub Erikiem, lub 125 dolarów z Garretem.

środa, 07 lutego 2018

Ostatnim razem nie udało mi się wybrać na ich koncert w Warszawie, ale tym razem panowie zawitają do Gliwic, także słownie rzut beretem ode mnie. Zespół wystąpi 18 maja w Warszawie i 19 maja w Gliwicach, supportem będzie austriacki Hellbringer, a organizatorem koncertu jest Black Silesia Productions. Pierwsza pula biletów dostępna >tutaj<

Przypomnijmy, że Manilla Road to zespół heavy i epic metalowy powstały w 1976 roku w Stanach Zjednoczonych. Ich albumy takie jak Crystal Logic lub Open the Gates wpisały się już na zawsze w historię muzyki metalowej.

00:28, tinuviel95 , News
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 lutego 2018

Zespół Tremonti będzie oficjalnym supportem przed dwoma koncertami Iron Maiden w Polsce w Tauron Arenie w Krakowie w dniach 27 i 28 lipca 2018. Bilety są w cenie od 199 do 399 zł.

W okolicach maja ma zostać wydany nowy album Tremonti pt. „A Dying Machine", który będą promować właśnie jako gość specjalny Iron Maiden oraz na festiwalach takich jak Carolina Rebellion, Lunatic Luau, Graspop Metal MeetingHellfest Open Air Festival i Wacken Open Air. Producentem płyty będzie znany ze współpracy z Alter Bridge Michael “Elvis” Baskette, a zespół podpisał kontrakt z Napalm Records, dzięki czemu możliwa będzie większa promocja nowego wydawnictwa. Mam nadzieję, że już niedługo usłyszymy pierwszy singiel, zobaczymy okładkę i zostanie ogłoszona własna trasa po Europie.

poniedziałek, 30 października 2017

Po czerwcowym koncercie Alter Bridge w Pradze dopadła mnie typowa depresja - człowiek do tej pory żył cały czas koncertem, a tu nagle ten dzień nadchodzi, mija, a potem zastanawiasz się, jaki jest dalszy sens życia. Ratunek nadszedł dość szybko, albowiem zaledwie trochę ponad miesiąc po tym ogłoszono występ w Warszawie. Akurat pewnego dnia udzielałam się na stronie Ticketpro na Facebooku i administrator odpisał mi, że w poniedziałek ogłoszą coś, co mnie bardzo ucieszy. Ja, jako osoba podejrzliwa, przypuszczałam że to raczej jakiś żart. Chcielibyście zobaczyć moją minę, gdy pokazało mi się ogłoszenie na tablicy o AB w Polsce. Faktyczne można chyba powiedzieć, że się ucieszyłam. Z tej oto radości kupiłam tego samego dnia bilet, a niedługo później meet & greet.

Czas od lipca do października minął sprawnie, wybraliśmy się do Warszawy na trzy dni, ponieważ ja zawsze muszę mieć wolny dzień, w którym jest koncert, nie mogę w nim ani przyjeżdżać, ani wyjeżdżać. Tym razem z racji, że pan Tremonti nie był łaskaw wrzucić gdziekolwiek specjalnie zrobioną ręcznie dla niego gitarę, nic im nie kupiłam, nie ma tak dobrze no. Przed Progresją stawiłam się tak pół godziny przed 15. Była okazja trochę pogadać, poznać bliżej kilka osób wcześniej kojarzonych tylko z FB. Meet & greet rozpoczęło się na czas. Ludzi było sporo, zdecydowanie więcej, niż w Pradze, soundcheck jak zwykle przebiegał wesoło i pozytywnie i co więcej usłyszeliśmy próbę Shed My Skin. Czyżby mieli to zagrać? Po zakończeniu tradycyjnie ustawiłam się w kolejce po autografy, zamiast plakatu miałam album One Day Remains - ostatnio najczęściej wałkowany przeze mnie, szczególnie wyjątkowy, na drugim miejscu po Blackbird. Nadeszła moja kolej, oczywiście zamiast powiedzieć coś sensownego znowu wyskoczyłam tylko z "Hi, nice to meet you, how are you? Thanks!". Tutaj nagle jednak nastąpił szok. Po podpisie od Scotta przesuwam się w kierunku Briana, witam się jak trzeba, a tu Brian do mnie "nie jesteśmy przypadkiem znajomymi na Facebooku?", a ja, półprzytomna, mówię, że a jakże, owszem i to urocze, że mnie rozpoznał (zawał). Brian więc wyciąga do mnie rękę i mówi, że mu miło, itd (od pani zarządzającej naszym spotkaniem usłyszeliśmy, że żadnego ściskania rąk, przytulania i całowania, ale skoro Brian chce, to co, mam nie podać?). Z tego wszystkiego nie byłam już w stanie powiedzieć Tremontiemu tego, co chciałam, więc skończyło się na "nice to meet you". Od tego momentu już nie zachowywałam się normalnie. Facet ma 5000 znajomych na fejsie, większość to fani, przewijają mu się ich setki na tablicy, a on zapamiętał mnie. Koleżanki śmiały się, że to dlatego, że jestem podobna do jego żony. W sumie jedyne podobieństwo, jakie ja widzę, to blond włosy, no ale niech będzie. Ten tekst uznałam za wygryw mojego życia. Wspomnę jeszcze o zdjęciu z chłopakami, które jak się później okazało, wyszło tragicznie, głównie z powodu oświetlenia. Mam dziwny cień na twarzy, do tego całość jest nieostra, no ale cóż, nie można mieć wszystkiego.

Zostało już tylko czekanie na otwarcie bram (niestety kazano nam wyjść z klubu). Przypominam, że osoby mające pakiet m&g mają być wpuszczane wcześniej, wg wytycznych, które daje Fret12. Kolejka była ogromna, osobom z m&g kazano zrobić osobną, niby więc wynikało z tego, że wiedzą, że jesteśmy tu na innych zasadach. Mijała jednak godzina 18:45, a nas nie wpuszczano. Co zrobiono? o godzinie 19 otwarto bramę, która była na wprost normalnej kolejki, a nie nas. Zaczęliśmy się drzeć, że mieliśmy wchodzić pierwsi i pchać się teraz już na chama. Nie zastanawiając się, pobiegłam bokiem omijając sprawdzanie toreb i bariery, wbiegłam nawet bez pokazywania biletu, byle żeby zdążyć pod barierkę. Tylko dzięki tej mojej instynktownej akcji udało mi się zająć miejsce przy scenie. Naprawdę nie będę komentować tego, co tam się stało. Warto tylko zapamiętać, że nazwa firmy ochroniarskiej to Fosa, a Metal Minds powinno wziąć odpowiedzialność za organizację. Po tych dziwnych przygodach mogłam w końcu się uspokoić, miałam dobre miejsce, lekko po prawej stronie, między mikrofonem Mylesa a Marka. Koło 20 pojawił się support As Lions. Granie nie było jakieś złe, ale szczerze mówiąc, to teraz po tygodniu kompletnie już ich nie pamiętam, choćbym bardzo się starała, więc pisanie o nich sobie daruję.

Mniej więcej o godzinie 21.10 pojawili się panowie z Alter Bridge. Myles oczywiście w nieśmiertelnej czerwonej koszuli (czy tylko ja mam już jej dość?), Brian w czapie (nie gorąco mu w łeb?), Tremonti i Scott tradycyjnie. Zaczęli od Farther Than the Sun, którego nie jestem jakąś fanką, ale na początek jak najbardziej się nadaje. Kolejna pozycja już mnie bardziej ucieszyła, a mianowicie Come to Life, jeden z moich ulubieńców. Kolejny - Addicted to Pain to już stały element na koncertach, można powiedzieć, że to jeden z największych hitów, lecimy dalej - Ghost of Days Gone By, czyli naładowany emocjami utwór, zawsze przy nim się rozklejam, zarówno przez tekst jak i melodię. Muszę przyznać, że akcja z flagą przy tym całkiem się udała, chłopakom bardzo się pomysł spodobał, widać i słychać było, że są pod wrażeniem. Dalej mieliśmy dość klasyczny zestaw, mianowicie Cry of Achilles, My Champion, Ties That Bind, Crows on a Wire (które zaczęłam po tym koncercie bardziej doceniać), Waters Rising (jak zwykle genialny popis Tremontiego), czy Watch Over You. Tutaj nastąpiła zmiana, ponieważ usłyszeliśmy In Loving Memory w wersji akustycznej. Nawet tak nieczuła osoba, jak ja się przy tym popłakała. Muszę pochwalić publikę, bo naprawdę byłam pod wrażeniem tego, jak ludzie śpiewali tą piosenkę, atmosfera zrobiła się dosłownie magiczna. Ledwo się uspokoiłam, to uraczono nas Blackbirdem. Można usłyszeć to milion razy, ale za każdym jest tak samo piękne. Niestety zaplanowana akcja ze świecącymi pałeczkami nie za bardzo się udała, ponieważ nie było ich w ogóle widać przy świetle ze sceny. Pod koniec utworu ludzie zaczęli rzucać je na scenę, o ile niektórzy robili to lekko i nisko, tak inni jakby celowali w panów. Na szczęście rozbawiło ich to, odebrali to pozytywnie i zaczęli się nimi bawić, co uratowało sytuację. Po tym niecodziennym akcencie całkowicie zwaliło mnie z nóg, bowiem zagrano Shed My Skin. Ciężko mi opisać emocje, które mi towarzyszyły, usłyszenie Shed My Skin na żywo było spełnieniem mojego marzenia, to było coś, czego nie zapomnę, po kilkunastu latach powrócili do tego utworu, to zdecydowanie był najważniejszy moment w całym koncercie dla mnie. No ale nie można tak się rozklejać, na wyrwanie z marazmu zaserwowano nam Metalingus i Isolation, no i nieśmiertelne Open Your Eyes, gdzie publiczność musi zaprezentować swoje umiejętności wokalne. Wyszło super, o ile Polacy chamsko się pchają, cisną i mają gdzieś innych, tak naprawdę fajnie śpiewają na koncertach.

Show Me a Leader to pozycja obowiązkowa, niezbędnik przy każdym występie. Po tym singlu zaserwowano nam pojedynek gitarowy Mylesa i Marka, ich umiejętności gitarowe to jest jakiś kosmos, są rewelacyjni, technicznie doskonali. Cały zespół to czterech świetnych profesjonalistów, Scott prezentuje doskonałe zdolności gry na perkusji, a Brian to dobry basista, który w przeciwieństwie do większości jest widoczny i słyszalny na scenie i w studiu. Na zakończenie mamy Rise Today, które już trochę mi się przejadło, aczkolwiek na koncercie zawsze cieszy, a publika fajnie śpiewa refren. Osiemnaście pozycji na setliście to naprawdę dobra liczba.

Gdy nadszedł koniec Brian chyba zauważył mnie, bo zaczął na mnie patrzeć, podszedł do mnie i dał mi swoją czapkę, którą nosił cały koncert. Szczerze? Kompletnie mnie poraziło. Taki prezent? W życiu swoim krótkim bym się nie spodziewała. Poznał mnie na Facebooku, co samo w sobie jest super, ale potem jeszcze to? Aż sama nie wiedziałam, jak to zinterpretować. Podeszła do mnie pewna pani zza granicy i powiedziała, że gratuluje mi, że normalnie nikt takich rzeczy nie dostaje i żebym dobrze schowała przed innymi do torby. Faktem jest, że ludzie w Polsce to straszne bydło, jeden kobiecie wyrwano setlistę podarowaną bezpośrednio przez Mylesa. Na szczęście moja czapa szczęśliwie się uchowała. Gdy wrzuciłam zdjęcie w niej na Facebooka i podziękowałam Brian napisał mi, że nie ma za co i "mam nadzieję, że ją wyprałaś". Oczywiście, że nie.

Kolejny rewelacyjny koncert Alter Bridge na koncie, utwory jeszcze lepsze, niż w Pradze, przeżycia nie do opisania. Teraz tylko już planuję, jaką czapkę kupię Brianowi na kolejny koncert, żeby biedak nie przeziębił sobie zatok.

Setlista:

Farther Than the Sun
Come to Life
Addicted to Pain
Ghost of Days Gone By
Cry of Achilles
My Champion
Ties That Bind
Crows on a Wire
Waters Rising
Watch Over You
In Loving Memory
Blackbird
Shed My Skin
Metalingus
Isolation
Open Your Eyes
Show Me a Leader
Rise Today

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6

KONTAKT

julia.celtic@gmail.com